|
Olbrzym o czułym sercu.
Pewnego, chłodnego wieczoru, zmęczony pocieszaniem wszystkich smutnych, zapłakanych świata, powrócił do swej malutkiej norki skrzat. Czekając, aż cudowny, przywracający siły i przymnażający radości napój, według przepisu babuni, nabierze dobrego smaku w imbryku w sam raz na jedną filiżankę, albo jeśli byli goście - na dużo filiżanek, rozsiadł się wygodnie w swym fotelu mając przed sobą srebrny, magiczny ekran. Nacisnął właściwy guziczek pilota, który czekał na ukazanie obrazu w czarodziejskim aparacie i na ekranie, jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, pokazał się krajobraz. Nasz skrzat miał do dyspozycji dwadzieścia cztery programy.Wybrał ulubioną stację pani Borówki. Dlaczego? Bowiem oglądając programy pani Borówki naprawdę odpoczywał. Pani Borówka wieczorem pokazywała często zakątki wytchnienia. Zapraszała wszystkich, bez względu na wiek, zawód, tytuł naukowy, posiadaczy kont bankowych i biednych jak mysz kościelna, na przechadzki. Czasem był to długi spacer brzegiem morza, czasem górską ścieżką, drożyną wijącą się wśród pól, dróżką pomiędzy działkami, po lesie, alejami parkowymi, a czasem po... ukwieconym balkonie. Pani Borówka znała nie tylko tajemnice roślin. Na świecie, tuż obok chatki skrzata, deszcz wygrywał walczyki na ogromnym liściu łopianu. Kropelki deszczu spadały na liść i niemal natychmiast podskakiwały do góry, jakby chciały powrócić do matki - chmury. -Jaka pogoda jest u pani Borówki?- zapytał się skrzat skręcając główkę lekko w bok do dużego, kunsztownie oprawionego lustra.- Leśna - odpowiedział skrzat widziany w lustrze. Program siedemnasty pokazywał las. Wierzchołki klonów zaczynały się rumienić, liście jarzębiny ubierały słoneczną suknię, wiatr porywał dębom żołędzie. Wiewiórki i mrówki, które nigdy nie odpoczywają, bo zawsze mają coś do zrobienia, uwijały się z pracą. Na starym pniu dębu ktoś siedział bezczynnie. Oko kamery podeszło bliżej, by przypatrzeć się kto to taki, miało nadzieję uzyskać jeszcze jeden uśmiech dla swoich widzów, bez skutku. To był Alfred, ojciec bliźniaków - niedźwiadków o złotym sercu, jak jego własne.Alfred w porównaniu do skrzata to był olbrzym. Był to duży niedźwiedź. Skrzat przy nim wyglądał, no, prawdę powiedziawszy, ledwie wyglądał - sięgał mu do wysokości paznokcia u łapy. Na ekranie Alfred był smutny. A powinien być okazem szczęściarza, skoro ma tak piękną żonę i zdrowo rozwijające się dzieci. Gościnny postanowił zbadać sprawę. Skierował swą magiczną lunetę do siedziby zmartwionego niedźwiedzia. Tato - niedźwiedź wiódł życie rodzinne złożone z pięciu elementów : on, mama - niedźwiedzica i troje maleństw. Była to nieprzeciętna rodzina, tato - niedźwiedź robił prawie wszystko w domu. W świecie, w którym żyli, tato nie miał posady i nudził się za wszystkich domowników. Mama - niedźwiedzica poświęcała niewiele czasu rodzinie. Wolała i często wybierała przesiadywanie u przyjaciółek przy wyśmienitej kawie, oczywiście z bitą śmietaną i rozsądną ilością miodu, lub udawała się na połów ryb, jak to mają w zwyczaju inteligentne misie. Aby dom wyglądał przyzwoicie, tato - niedźwiedź zakładał fartuch domowy, który mama - niedźwiedzica rzucała gdzieś gdziekolwiek spiesząc się, aby czym prędzej zobaczyć, co w świecie. Tato podwijał rękawy u koszuli, zakładał maminy fartuch i brał się za robienie czegoś, aby znaleźć smak życia. Wśród dzieci była drobniutka córeczka i dwóch żywotnych synków. Zabawy to był ich żywioł. Uwielbiali szczególnie kulać się, wdrapywać na drzewa - kto wyżej, i... śmiać się serdecznie.Gdy maluchów nie było w domu, Alfred odkładał pracę, siadał i tkwił w zadumie. Jakby czekał na kogoś, albo na coś. Był smutny. Czas płynął, a on siedział nieporuszony. Nie zwrócił nawet uwagi, że jakiś gość przybył do niego z wizytą. W dodatku wdrapał się aż na głowę, tuż przy uchu. To był Gościnny. Jakiś łagodny głos powiedział do uszka niedźwiedzia : - Czy wiesz, Alfredzie, że kiedy otworzysz na oścież okno twego życia, to wtedy ujrzysz cały świat? Dobrze wiesz, że już czas, abyś wyszedł z twego odrętwienia. Wyrzuć z twego serca skały, które zraniły cię w ciągu życia i podążaj właściwą ścieżką życia, życiodajną. - Dlaczego miałbym oglądać świat ? Po co ? Znam świat i światki. Wszystko jest szare, beznadziejne, pełne bezradności. Co więcej, jest to świat, w którym miłość przychodzi, przemija i gaśnie. - Ależ nie ! Jeśli przyjmiesz wszystkie różnice w świecie jako wyciągnięte ręce ku tobie, aby ci pomóc, to zobaczysz, że świat jest piękny i że zaprasza ciebie do życia w pełni, abyś wzrastał w takim świecie, w jakim obecnie żyjesz. Ty wiesz, że człowiek o innym kolorze skóry, czy niepełnosprawny,duży, niedużego wzrostu, rudy czy o siwych włosach, albo łysy czy... to jest zawsze człowiek. On ma takie same pragnienia, takie same potrzeby, marzenia jak każdy inny. Nade wszystko jest człowiekiem. Alfred uniósł głowę i Gościnny zauważył malutki błysk w jego oczach, który rozpromieniał powolutku , smutną aż dotąd , twarz. - Mam ochotę żyć, śmiać się, robić coś, czego nie robiłem nigdy dotychczas. Chciałbym stać się, tak jak ty, skrzacie, motylem, aby fruwać, czemuż by nie ? Mam dosyć oglądania innych , tak jak widziałem ich wcześniej. Chcę odnaleźć prawdziwą radość, pracować jak kiedyś wraz z innymi, robić coś, aby świat był piękniejszy, i... dlaczegóż by nie... opiekować się chorymi. Mam ochotę żyć. No i trzeba pomyśleć o przygotowaniu domu na zbliżającą się zimę. Nie chcę, aby maleństwa marzły. Mały skrzat uśmiechnął się czule. O, jakże wzruszający był widok Alfreda w tym momencie! Olbrzym o czułym sercu. Podobny był do misia pluszowego, który spał wraz z Gościnnym. Tego wieczoru nasz przyjaciel skrzat uczynił obietnicę niedźwiedziowi o imieniu Alfred, że będzie zawsze przy nim. Magiczny ekran umożliwiał spotykanie się i długie rozmowy, oczekując lepszych czasów lub na wspólne odkrywanie jedności świata. I za każdym razem, kiedy niedźwiedź czuł się samotny, w swoim życiu lub w swym sercu, skrzat zjawiał się u niego i rozdmuchiwał swój fantastyczny proszek, aby wkrótce jego przyjaciel mógł rozwinąć swe skrzydła i popatrzeć nowym spojrzeniem.
Podziel się swoją refleksją...
Echo...
|