Wszystkim wiadomo, że człowiek, który potrafi wygrać melodię, choćby na grzebieniu, jest to już człowiek utalentowany, a co dopiero mówić o ludziach nie kształconych, którzy grają na skrzypkach! Otóż u takiego grajka mieszkał w chałupie skrzat. Ów skrzat marzył, aby szybować w powietrzu jak ptaki. Cóż, nasz muzyk - amator wprawdzie mieszkał wysoko, bo hen , w górach, ale zazwyczaj chodził po ziemi, poza tym, kiedy gdzieś siedział, albo leżał. Skrzat zamiłowanie do skakania miał od zawsze. Ileż to razy mama go upominała: Uważaj, jak skaczesz! No i pewnego razu skoczył tak, że w jednej chwili nieuwagi zamiast obok krzątającej się matki, trafił do ludzkiej kołyski, tuż obok syna gospodarza. Skrzat od razu zorientował się pomyłce. Próbował wrócić do mamy, skakał i skakał, cóż, skakał nie wyżej niż nad główkę chłopca. Malca pilnował kudłaty pies, o zwisającym języku. Skrzat nie dał rady skoczyć wysoko, bo mu pies przeszkadzał. Próbował go pochwycić to pyskiem, to łapą. Skrzat nie dał się pochwycić. Mówił: Uważaj! I próbował pozyskać łaski olbrzyma, uśmiechając się do niego przyjaźnie. Schroniłsię u malca ... został się, powtarzając w pamięci niedokończone zdanie rodzicielki: Uważaj ... Skrzat polubił od razu chłopca. Postanowił zostać się trochę i przypatrzyć się życiu ludzkiemu. Chłopiec był odważny, czasem ... nierozważny. Nawet nie wiedział, że ktoś czuwa nad nim. Ileż to razy zimą skrzat uchronił go od kąpieli w przymarzniętym potoku. Albo i wiosną, gdy szedł łowić ryby, a nie widział wodnych zasadzek. Skrzat wiedział, że przed jego góralem jest długa droga zanim dotrze do krainy obfitości o rozległych halach, rzekach o mnóstwie kolorowych ryb, raków, pięknej muzyki, że nie można nigdy zapomieć, pełnej tłustych owiec, drzew potężnych, nigdy nie tkniętych siekierą. Skrzat był jeszcze młodziutki i nie zdążył zauważyć, że im bardziej radował się, tym wyżej szybował w powietrze. Chłopiec rósł jak na drożdżach, jedząc to, co matka przygotowała, aż dorósł do wieku poborowego. Nasz skrzat nie posiadał się za szczęścia, kiedy dowiedział się, że jego patron dostał wezwanie do wojska, do jednostki powietrzno-desantowej. To nic, że z wykształcenia był stolarzem. Skrzat bardzo wierzył w nieodkryte jeszcze zdolności górala do przekraczania siebie. Już widział siebie wysoko ponad chmurami, przypatrującego się z bliska świecącym nocą gwiazdom. Jedna z gwiazd była jego ojczyzną. Skrzypki oddawały radość chłopca. Młodzieniec oczywiście zamierzał zabrać instrument ze sobą do wojska. Sam go zrobił z lipowego drewna. No, prawie sam. Pomógł trochę starszy brat, trochę sąsiad. Na trzy dni przed odjazdem do jednostki, tak mu się noga źle ułożyła, że ją złamał, tuż przy kostce. Dwa miesiące w gipsie. Skrzat stał się markotny i powtarzał często: Uważaj, uważaj,uważaj. Góralowi nie przeszkodziło to wcale dłubać coś w drewnie i grać smyczkiem. Pytał potem, czy chcą go do wojska. Spisali go do rezerwy. A skrzat jakimś sposobem nauczył się od patrona grać na jednej tylko strunie. Brzdąkał coś w gwieździste noce. Rankiem góral budził się z błyskiem w oczach, brał instrument i grał, grał cudownie. Pies również próbował grać na skrzypkach. Skrzat zdążył go przestrzec: Uważaj! Efekt był taki, że instrument powędrował za psią łapą, nie wydając nawet najlżejszego jęku. Stąd pies burczy bez powodu. On czuje, że gdzieś w pobliżu jest skrzat, który może zagrać melodię choćby i na jednej strunie. Jeśli nie wierzysz, zamieszkaj w chacie górala. Wystarczy kilka dni, a nocą usłyszysz, jak pies wydaje przez sen dźwięki, kłapie zębami. A skrzat nadal marzy w gwieździste noce i coraz mocniej wierzy, aby wrócić na swoją gwiazdę.