Drobnostki...
Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” (Mt 25, 21) Pewien mężczyzna powiedział kiedyś do swej nowo poślubionej żony: „Kochanie, uważam, że nasze małżeństwo będzie funkcjonowało lepiej, jesli ty zajmiesz się wszystkimi drobiazgami, a mnie pozostawisz odpowiedzialność za rzeczy wielkie”. Żona przystała na to i tak upłynęło im życie. W czasie uroczystości z okazji piędziesięciolecia ich małżeńskiego pożycia zapytano ich o „sekret” udanego związku. Mąż przypomniał układ, który zawarli jako nowożeńcy. Żona dodała z uśmiechem: „A ja odkryłam, że jeśli zajmowałam się drobiazgami, to nie pojawiały się żadne wielkie rzeczy, które sprawiałyby problemy!” Wkładanie życiowych drobiazgów, codziennych decyzji, rozwiązywanie problemów i sporów wymagających rozstrzygnięcia może być postrzegane jako ciężar. A może też być odbierane jako przecieranie ścieżek wiodących ku pokojowi i twórczości. Wymaga to tyle zachodu, co usuwanie z drogi drobnych kamyków i układanie ich w taki sposób, aby ta droga była wygodniejsza. Wszystko zależy od punktu widzenia. Jeśli dajemy sobie radę z drobiazgami, możemy przejść do rzeczy wielkich!
Poezja czy serce...
Wszystko może być lustrem, w którym możesz szukać odzwierciedlenia innych ludzi albo samego siebie. Jeżeli innych, to nie zaznasz nudy, ale jeśli siebie – szybko zanudzisz na śmierć siebie i innych. O jednym poecie powiedziano: „Kochał ten świat nie jak zwierciadło, odbijające jego samego, ale jak kobietę, jak coś zgoła odmiennego." Czasem szuka się egzotyki z nudów, a czasem, by nauczyć się dziwić i już nie przestawać. Tak myślał Edgar wyruszając z nudnej Europy do Japonii. Ominął tam wielkie, coraz bardziej podobne do europejskich, miasta, a zamieszkał w jakiejś osadzie nad oceanem, gdzie ludzie żyli prawie tak, jak sto lat temu. I zakochał się w kwiatach, w perłach, w lampionach, w muzyce fletów i w dziewczynie, która mu usługiwała. Porozumiewali się tylko wzrokiem, mimiką i gestami, ale to już wystarczyło Edgarowi, by ulec czarowi tej Japonki podobnej bardziej do nadnaturalnego zjawiska niż realnej istoty. Jednak nie trwało to długo, bo wezwano go do Europy. I tu ogarnęła go przeraźliwa tęsknota za dziewczyną. Niecierpliwie oczekiwał na list od niej, a kiedy przyszedł, patrzył bezradnie na niezrozumiałe japońskie znaki. Pobiegł więc z nim do tłumacza, a ten na poczekaniu przetłumaczył go. Edgarowi zaparła dech poetyckość listu, ale nie poprosił o tłumaczenie na piśmie, jakby z obawy czy zazdrości... Kiedy przyszedł list następny, był tak liryczny i intymny, że Edgar z przykrością zniósł to, że tłumacz wkracza pomiędzy nich. Podjął więc intensywną naukę japońskiego, by samemu czytać i pisać listy. Otrzymywał od niej listy długie, ale sam pisał krótkie, wstydząc się nieudolności. Tym szybciej i pilniej uczył się, jakby ponaglany uczuciem. Jednak wkładając tak dużo serca w naukę, coraz rzadziej pisał listy, chcąc zrównać się z poetyckim kunsztem Japonki. Mijał czas, a on coraz kunsztowniej władał japońskim, zgłębiał literaturę i cyzelował wymowę. Ale listy między nimi ustały... Czego prawie nie odczuł, bo otrzymał tytuł naukowy i został wykładowcą języka i literatury angielskiej na świetnej uczelni. Porywał słuchaczy zafascynowaniem japońską poezją, której czytał i znał coraz więcej. Prawie zapomniał o powodzie, dla którego wpadł w tę fascynację. Kiedyś, przerzucając stertę japońskich wierszy haiku, pisanych na kawałkach kory, natrafił na jakiś zapomniany. – „Co za kicz! – zawołał po przeczytaniu – jakie bezguście i językowa nieudolność! Skąd tu coś takiego w moich cennych zbiorach?" I wtedy zobaczył kopertę z podobnym rysunkiem, jaki był ornamentem wokół wiersza. Było tam imię tamtej dziewczyny i był to ten pierwszy list od niej, który go tak wzruszył. Ale był to tylko przebłysk przypomnienia, przywodzący jakieś zażenowanie i chęć zapomnienia... Rzucił wiersz z kopertą w ogień na kominku i otworzył ślicznie wydany w Tokio tom z klasyką poezji japońskiej i zagłębił się w nim bez reszty. Ponoć od zdumienia kimś, zachwycenia, zaczyna się miłość. Jednak ktoś, kto się tylko sobą zachwycał, od zdumienia kimś szybko wróci do podziwu samego siebie. I kręcił się będzie wokół własnej osi, a dziwy świata i ludzi będą coraz dalej od niego i miłość też. Wspomniany na początku poeta napisał kiedyś (ale też ty żył): „Choćby już wszystkie dziwy przeminęły, będę się dziwić temu, że można się nie dziwić."
Trudności...
Mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. (Hbr 12, 1) W powiesci Juliusza Verne'a Tajemnicza wyspa pisarz opowiada o pięciu mężczyznach, którzy uciekli z obozu dla jeńców wojennych porywając balon napędzany gorącym powietrzem. Kiedy wznieśli się w górę,spostrzegli, że wiatr znosi ich nad ocean. Obserwowali znikający na horyzoncie ojczysty ląd i z niepokojem zastanawiali się, jak długo balon utrzyma się w powietrzu. Mijały godziny, a ponieważ balon coraz bardziej zbliżał się do powierzchni oceanu, mężczyzni zdecydowali się pozbyć części ładunku, bo nie mieli możliwości ogrzać powietrza w balonie. Zaczęli, nie bez żalu, wyrzucać za burte swoje buty, ubrania i broń, ażdo momentu, kiedy poczuli, że balon się wznosi.Wkrótce jednak znowu znaleźli się niebezpiecznie blisko fal, więc pozbyli sie również zapasów żywności. Niestety i to okazało się tylko tymczasowym rozwiązaniem, bo ich balon raz jeszcze począł tracić wy-sokość, kierując się wprost w głębiny wód. Wtedy jeden z mężczyzn wpadł na pomysł, że mogą związaćliny, na których trzyma się kosz, usiąść na nich, a następnie odciąć kosz. Gdy odcieli ciężki kosz, balon znowu uniósł się w górę.Wreszcie dojrzeli upragniony ląd. Bez chwili zastanowienia wskoczyli do wody i dopłynęli do wyspy. Przeżyli, ponieważ potrafili dostrzec różnice między tym, co rzeczywiście niezbędne, i tym, co zbyteczne. To, co niegdyś wydawało im się tak niezastąpione i bez czego nie mogliby się obejść, okazało się teraz zbędnym balastem, narażającym ich życie na wielkie niebezpieczeństwo. A może i ty zrobisz sobie dzisiaj solidny przegląd spraw, które obniżają twój lot? Czy są to może psychiczne lub duchowe zobowiązania, twoje albo twoich bliskich? Jak wyglądałoby bez nich twoje życie? Jeśli je z niego wyeliminujesz, czy nie będziesz miał więcej czasu na rzeczy, które w twym życiu są naprawdę istotne? Poproś Pana Boga, aby ci pokazał, o ile bardziej doskonałe byłoby twoje życie, gdybyś wprowadził w niepewne zmiany i porzucił sprawy, które cię zbytnio obciążają.