Dar...

 Wspólnota Sióstr Kanoniczek Regularnych Szpitalnych od Miłosierdzia Jezusa i Reguły Świętego Augustyna z Francji zaprasza do DAR-u...
Ta strona jest dla ciebie.
Mówi ona tylko jedno - jest"Ktoś", kto cię kocha.
Nawet jeśli jeszcze o tym nie wiesz.
Daj się odnaleźć Jedynemu, Który cię nigdy nie zostawi!
Ta strona chce po prostu otworzyć cię na Spojrzenie,
którego światło sprawi, że twoje życie stanie się Życiem.
Twoje istnienie nabierze sensu, stanie się obecnością,
żarem, będzie siać nadzieję - stanie się darem Miłości...

Dobre nowiny

Dobre nowiny na Twój email
Start Życiowe refleksje - medytacje sióstr... Słuchaj sercem

W moich dniach...

Drobnostki...

Rzekł mu pan: „Dobrze, sługo dobry i wierny! Byłeś wierny w rzeczach niewielu, nad wieloma cię postawię: wejdź do radości twego pana!” (Mt 25, 21) Pewien mężczyzna powiedział kiedyś do swej nowo poślubionej żony: „Kochanie, uważam, że nasze małżeństwo będzie funkcjonowało lepiej, jesli ty zajmiesz się wszystkimi drobiazgami, a mnie pozostawisz odpowiedzialność za rzeczy wielkie”. Żona przystała na to i tak upłynęło im życie. W czasie uroczystości z okazji piędziesięciolecia ich małżeńskiego pożycia zapytano ich o „sekret” udanego związku. Mąż przypomniał układ, który zawarli jako nowożeńcy. Żona dodała z uśmiechem: „A ja odkryłam, że jeśli zajmowałam się drobiazgami, to nie pojawiały się żadne wielkie rzeczy, które sprawiałyby problemy!” Wkładanie życiowych drobiazgów, codziennych decyzji, rozwiązywanie problemów i sporów wymagających rozstrzygnięcia może być postrzegane jako ciężar. A może też być odbierane jako przecieranie ścieżek wiodących ku pokojowi i twórczości. Wymaga to tyle zachodu, co usuwanie z drogi drobnych kamyków i układanie ich w taki sposób, aby ta droga była wygodniejsza. Wszystko zależy od punktu widzenia. Jeśli dajemy sobie radę z drobiazgami, możemy przejść do rzeczy wielkich!

 Poezja czy serce...

Wszystko może być lustrem, w którym możesz szukać odzwierciedlenia innych ludzi albo samego siebie. Jeżeli innych, to nie zaznasz nudy, ale jeśli siebie – szybko zanudzisz na śmierć siebie i innych. O jednym poecie powiedziano: „Kochał ten świat nie jak zwierciadło, odbijające jego samego, ale jak kobietę, jak coś zgoła odmiennego." Czasem szuka się egzotyki z nudów, a czasem, by nauczyć się dziwić i już nie przestawać. Tak myślał Edgar wyruszając z nudnej Europy do Japonii. Ominął tam wielkie, coraz bardziej podobne do europejskich, miasta, a zamieszkał w jakiejś osadzie nad oceanem, gdzie ludzie żyli prawie tak, jak sto lat temu. I zakochał się w kwiatach, w perłach, w lampionach, w muzyce fletów i w dziewczynie, która mu usługiwała. Porozumiewali się tylko wzrokiem, mimiką i gestami, ale to już wystarczyło Edgarowi, by ulec czarowi tej Japonki podobnej bardziej do nadnaturalnego zjawiska niż realnej istoty. Jednak nie trwało to długo, bo wezwano go do Europy. I tu ogarnęła go przeraźliwa tęsknota za dziewczyną. Niecierpliwie oczekiwał na list od niej, a kiedy przyszedł, patrzył bezradnie na niezrozumiałe japońskie znaki. Pobiegł więc z nim do tłumacza, a ten na poczekaniu przetłumaczył go. Edgarowi zaparła dech poetyckość listu, ale nie poprosił o tłumaczenie na piśmie, jakby z obawy czy zazdrości... Kiedy przyszedł list następny, był tak liryczny i intymny, że Edgar z przykrością zniósł to, że tłumacz wkracza pomiędzy nich. Podjął więc intensywną naukę japońskiego, by samemu czytać i pisać listy. Otrzymywał od niej listy długie, ale sam pisał krótkie, wstydząc się nieudolności. Tym szybciej i pilniej uczył się, jakby ponaglany uczuciem. Jednak wkładając tak dużo serca w naukę, coraz rzadziej pisał listy, chcąc zrównać się z poetyckim kunsztem Japonki. Mijał czas, a on coraz kunsztowniej władał japońskim, zgłębiał literaturę i cyzelował wymowę. Ale listy między nimi ustały... Czego prawie nie odczuł, bo otrzymał tytuł naukowy i został wykładowcą języka i literatury angielskiej na świetnej uczelni. Porywał słuchaczy zafascynowaniem japońską poezją, której czytał i znał coraz więcej. Prawie zapomniał o powodzie, dla którego wpadł w tę fascynację. Kiedyś, przerzucając stertę japońskich wierszy haiku, pisanych na kawałkach kory, natrafił na jakiś zapomniany. – „Co za kicz! – zawołał po przeczytaniu – jakie bezguście i językowa nieudolność! Skąd tu coś takiego w moich cennych zbiorach?" I wtedy zobaczył kopertę z podobnym rysunkiem, jaki był ornamentem wokół wiersza. Było tam imię tamtej dziewczyny i był to ten pierwszy list od niej, który go tak wzruszył. Ale był to tylko przebłysk przypomnienia, przywodzący jakieś zażenowanie i chęć zapomnienia... Rzucił wiersz z kopertą w ogień na kominku i otworzył ślicznie wydany w Tokio tom z klasyką poezji japońskiej i zagłębił się w nim bez reszty. Ponoć od zdumienia kimś, zachwycenia, zaczyna się miłość. Jednak ktoś, kto się tylko sobą zachwycał, od zdumienia kimś szybko wróci do podziwu samego siebie. I kręcił się będzie wokół własnej osi, a dziwy świata i ludzi będą coraz dalej od niego i miłość też. Wspomniany na początku poeta napisał kiedyś (ale też ty żył): „Choćby już wszystkie dziwy przeminęły, będę się dziwić temu, że można się nie dziwić."

Trudności...

Mając dokoła siebie takie mnóstwo świadków, odłożywszy wszelki ciężar, a przede wszystkim grzech, który nas łatwo zwodzi, winniśmy wytrwale biec w wyznaczonych nam zawodach. (Hbr 12, 1) W powiesci Juliusza Verne'a Tajemnicza wyspa pisarz opowiada o pięciu mężczyznach, którzy uciekli z obozu dla jeńców wojennych porywając balon napędzany gorącym powietrzem. Kiedy wznieśli się w górę,spostrzegli, że wiatr znosi ich nad ocean. Obserwowali znikający na horyzoncie ojczysty ląd i z niepokojem zastanawiali się, jak długo balon utrzyma się w powietrzu. Mijały godziny, a ponieważ balon coraz bardziej zbliżał się do powierzchni oceanu, mężczyzni zdecydowali się pozbyć części ładunku, bo nie mieli możliwości ogrzać powietrza w balonie. Zaczęli, nie bez żalu, wyrzucać za burte swoje buty, ubrania i broń, ażdo momentu, kiedy poczuli, że balon się wznosi.Wkrótce jednak znowu znaleźli się niebezpiecznie blisko fal, więc pozbyli sie również zapasów żywności. Niestety i to okazało się tylko tymczasowym rozwiązaniem, bo ich balon raz jeszcze począł tracić wy-sokość, kierując się wprost w głębiny wód. Wtedy jeden z mężczyzn wpadł na pomysł, że mogą związaćliny, na których trzyma się kosz, usiąść na nich, a następnie odciąć kosz. Gdy odcieli ciężki kosz, balon znowu uniósł się w górę.Wreszcie dojrzeli upragniony ląd. Bez chwili zastanowienia wskoczyli do wody i dopłynęli do wyspy. Przeżyli, ponieważ potrafili dostrzec różnice między tym, co rzeczywiście niezbędne, i tym, co zbyteczne. To, co niegdyś wydawało im się tak niezastąpione i bez czego nie mogliby się obejść, okazało się teraz zbędnym balastem, narażającym ich życie na wielkie niebezpieczeństwo. A może i ty zrobisz sobie dzisiaj solidny przegląd spraw, które obniżają twój lot? Czy są to może psychiczne lub duchowe zobowiązania, twoje albo twoich bliskich? Jak wyglądałoby bez nich twoje życie? Jeśli je z niego wyeliminujesz, czy nie będziesz miał więcej czasu na rzeczy, które w twym życiu są naprawdę istotne? Poproś Pana Boga, aby ci pokazał, o ile bardziej doskonałe byłoby twoje życie, gdybyś wprowadził w niepewne zmiany i porzucił sprawy, które cię zbytnio obciążają.
 

  

( Zasłyszane...) 
 
Podziel się swoją refleksją...

Echo...

 

Normal 0 21 MicrosoftInternetExplorer4
 

Zapraszamy do kontaktu

35092519

510753

Adres:

Monastère Notre-Dame de Miséricorde

7, place Gambetta

29120 Pont-L'Abbé Francja

Muzyka duszy...


PopUp MP3 Player (New Window)

Statystyka

mod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_countermod_vvisit_counter
mod_vvisit_counterDzisiaj131
mod_vvisit_counterWczoraj308
mod_vvisit_counterTen tydzień439
mod_vvisit_counterPoprzedni tydzień2564
mod_vvisit_counterTen miesiąc8313
mod_vvisit_counterPoprzedni miesiac11115
mod_vvisit_counterWszystko521114